Dramat polskich rolników! Ukraińskie zboże znów zalewa nasz kraj, a rząd Tuska milczy

Zapowiedzi rządu Donalda Tuska dotyczące szczelności granic oraz bezkompromisowej obrony polskiego rynku rolnego okazały się kolejnymi iluzorycznymi deklaracjami bez pokrycia. W czasie gdy rodzimi gospodarze zmagają się z widmem bankructwa i wyśrubowanymi normami Unii Europejskiej, wschodnia granica Rzeczypospolitej po raz kolejny została otwarta dla ukraińskich potentatów rolnych.

Twarde dane branżowe wskazują na gwałtowny wzrost transportów surowców ze Wschodu, co wywołuje powszechne oburzenie i uzasadniony gniew Polaków.


Skrót artykułu:

  • Średni dzienny transport ukraińskich wagonów ze zbożem do Polski wzrósł w październiku do aż 106 składów na dobę.

  • Polska stała się głównym kierunkiem dostaw ukraińskich produktów rolnych, wyprzedzając Słowację i Węgry.

  • Rolnicy z Lubelszczyzny alarmują o kilkukilometrowych kolejkach na granicy i ostrzegają przed skażeniem rynku surowcami bez unijnych atestów.

  • Mimo nacisków ze strony Kijowa żądającego całkowitego zniesienia barier, obóz rządzący unika twardych decyzji i sprzeciwu.


Twarde liczby obnażają bierność rządzących

Oficjalna narracja przedstawicieli Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o rzekomym sprawowaniu pełnej kontroli nad tranzytem i importem surowców ze Wschodu całkowicie rozmija się z twardymi faktami. Jak wynika z danych opublikowanych przez ukraiński portal branżowy RAIL.insider oraz serwis CenyRolnicze.pl, w pierwszych dniach października doszło do gwałtownego natężenia ruchu towarowego na przejściach granicznych.

Co najbardziej niepokojące, to właśnie Polska przyjmuje na siebie największy ciężar ten polityki otwartych drzwi. Z danych wynika, że na polskie tory wjeżdża obecnie średnio aż 106 wagonów ze zbożem dziennie – co oznacza skok o 37 składów na dobę w porównaniu z wrześnień. Dla porównania, do Węgier trafia około 89 wagonów, a ruch w stronę Słowacji uległ wyraźnemu zmniejszeniu.

Wściekłość i poczucie zdrady na Lubelszczyźnie

Sytuacja na obszarach przygranicznych staje się z dnia na dzień coraz bardziej napięta. Producentom rolnym, którzy na własne oczy obserwują kilkukilometrowe kolejki składów towarowych wypełnionych po brzegi rzepakiem i ziarnem, puszczają nerwy. Na forach internetowych oraz podczas lokalnych spotkań rolnicy wprost zarzucają liderom obecnej koalicji działanie na szkodę rodzimego sektora agro.

„Byłem ostatnio na granicy i widziałem kolejki z rzepakiem i zbożem, które ma wjechać do Polski. Obecny rząd i ministerstwo rolnictwa tylko gadają, a nas zalewa ukraińskie zboże marnej jakości. Dziś płacimy za to my, rolnicy, wkrótce zapłaci całe społeczeństwo. Dziękujemy Panie Tusk, dziękujemy Panie Kosiniak-Kamysz, dziękujemy Panie Krajewski” – podsumowuje w mocnych słowach jeden z rozgoryczonych gospodarzy z Lubelszczyzny.

Ukraińscy oligarchowie bez unijnych gorsetów

Przedstawiciele polskich organizacji rolniczych akcentują, że niekontrolowany napływ produktów ze Wschodu grozi nie tylko całkowitym załamaniem cen skupu pszenicy czy rzepaku w kraju, ale godzi również w bezpieczeństwo żywnościowe Polaków. Ukraińscy agro-oligarchowie nie muszą spełniać wyśrubowanych norm sanitarnych i fitosanitarnych, które są skrupulatnie egzekwowane od polskich producentów zmuszanych do funkcjonowania w reżimie unijnego Zielonego Ładu.

W tym samym czasie władze w Kijowie twardo optują za całkowitym otwarciem europejskich rynków, deklarując, że w ramach integracji z Unią Europejską nie zaakceptują żadnych stałych limitów ani ograniczeń handlowych.

Warszawa ustępuje, rolnicy szykują protesty

W odpowiedzi na roszczeniową postawę ukraińskiego resortu rolnictwa, ze strony polskiego rządu brak jest stanowczej i natychmiastowej reakcji w obronie polskiej racji stanu. Zamiast zdecydowanego weta i ochrony polskiego rynku, premier Donald Tusk oraz minister Władysław Kosiniak-Kamysz ograniczają się do okrągłych zdań o potrzebie prowadzenia dyplomatycznego dialogu.

Skutkiem tej opieszałości są przepełnione magazyny, bezsilność rodzimych producentów oraz rosnące ryzyko destabilizacji rynku rolnego. Środowiska rolnicze nie pozostawiają wątpliwości: jeśli rząd natychmiast nie zablokuje napływu niekontrolowanego ziarna zza Buga, powrót na ciągniki i blokada kluczowych szlaków komunikacyjnych w całej Polsce będą nieuchronne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *