Łukaszenka o przygotowaniach do wojny. Wskazał Polskę i kraje bałtyckie

Szaleństwo Alaksandra Łukaszenki sięga zenitu. Satrapa z Mińska, w wywiadzie dla amerykańskiego magazynu, bez żadnych ogródek grozi Polsce i krajom bałtyckim atakiem oraz użyciem broni jądrowej. Te bandyckie pogróżki, wypowiadane na polecenie jego „starszego brata” z Kremla, to kolejny dowód na to, że reżim Putina i jego sługusów rozumie tylko język siły. I tylko taką odpowiedź powinien otrzymać.

W czasie, gdy wolny świat wspiera Ukrainę, miński satrapa Alaksandr Łukaszenka po raz kolejny potwierdza swoją rolę wrogiego Polsce i Europie narzędzia w rękach Moskwy. Jego słowa to nie tylko buńczuczne przechwałki, ale otwarta groźba wobec państw NATO, która nie może pozostać bez odpowiedzi.

„Pobijemy ich porządnie”. Bezczelne pogróżki dla Polski i NATO

W rozmowie z magazynem „Time”, Łukaszenka porzucił resztki dyplomatycznych masek. Stwierdził wprost, że przygotowuje się do wojny i jest gotów zadać Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii „niewyobrażalne szkody”.

– Możemy nie wygrać tej wojny, ale porządnie ich pobijemy – odgrażał się dyktator, dodając, że Rosja będzie mu w tym pomagać jako sojusznik.

To bezczelna i prymitywna próba zastraszenia, która pokazuje prawdziwą naturę reżimu. Łukaszenka nie mówi o obronie, ale o chęci zadawania bólu i niszczenia sąsiadów. To mentalność bandyty, a nie przywódcy państwa. Jego słowa to dowód na to, jak wielkim zagrożeniem dla regionu jest sojusz Moskwy i Mińska.

Nuklearny szantaż na rozkaz Kremla

Najbardziej przerażające jest jednak to, z jaką łatwością Łukaszenka mówi o użyciu broni jądrowej. Potwierdził, że nowa doktryna wojskowa Białorusi zakłada taką możliwość w odpowiedzi na jakikolwiek atak. Co więcej, przyznał, że osobiście błagał o broń atomową Władimira Putina, którego nazwał swoim „starszym bratem i przyjacielem”.

W rozmowie z Putinem miał się posłużyć przykładem Korei Północnej. – Wiesz, bez względu na to, jak bardzo buntujesz się przeciwko Korei Północnej, nie rozpoczynasz z nią wojny – przekonywał. To odsłania prawdziwy cel: nuklearny szantaż ma dać reżimowi poczucie bezkarności w prowadzeniu agresywnej polityki.

Na koniec, w typowym dla siebie stylu, próbował udawać, że nie jest samobójcą. – Jeśli tylko ktoś przekroczy naszą granicę, natychmiast odpowiemy całą bronią, jaką mamy. To nie jest zastraszanie, po prostu ostrzegam – podsumował.

Takie pogróżki to nie dowód siły, a akt desperacji reżimu, który jest w pełni zależny od swojego kremlowskiego pana. To także jasny sygnał dla Polski i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego: dalsze wzmacnianie wschodniej flanki, rozbudowa armii i twarda, bezkompromisowa postawa wobec Rosji i jej białoruskiej marionetki to nie opcja, to absolutna konieczność. Z bandytami się nie negocjuje. Bandytom pokazuje się siłę.

Ponad milion z KPO dla żony posła KO. Polityk: „Sprawa jest czysta”

Absurdalne ostrzeżenia rosyjskiej propagandy. Piszą o „prowokacjach Polski i Ukrainy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *