Karuzela stanowisk i dotacji w „uśmiechniętej Polsce” kręci się w najlepsze. Pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, o które tak walczył poprzedni rząd, wreszcie płyną do Polski. Problem w tym, że szerokim strumieniem trafiają głównie do „swoich”. Najnowszy przykład to żona jednego z najbogatszych posłów Koalicji Obywatelskiej, która otrzymała ponad milion złotych dotacji. Tłumaczenia polityka są równie kuriozalne, co sama sytuacja.
Gdy zwykli Polacy zmagają się z drożyzną, a przedsiębiorcy z niepewnością, elity nowej władzy nie mają takich problemów. Jak ujawniła Wirtualna Polska, pieniądze z KPO, przeznaczone na wsparcie branży hotelarskiej i restauracyjnej, trafiły w ręce żony posła KO Artura Łąckiego. I to nie w symbolicznej kwocie.
Ponad milion na ogród zimowy i sale konferencyjne
Na konto firmy prowadzącej ośrodek wypoczynkowy w Pobierowie wpłynęły aż trzy dotacje na łączną kwotę ponad miliona złotych. Na co? Między innymi na „stworzenie ogrodu zimowego” (474 tys. zł) i „rozbudowę oraz modernizację sali konferencyjnej” (216 tys. zł).
Poseł Łącki, zapytany o sprawę, próbuje bagatelizować problem i zapewnia, że to nie są pieniądze na „durnowate jachty”. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w czasie, gdy wiele firm walczy o przetrwanie, milionowe dotacje na ogrody zimowe w ośrodku należącym do rodziny jednego z najbogatszych posłów władzy to policzek wymierzony zwykłym Polakom.
„Jestem mężem mojej żony”. Kuriozalne tłumaczenia posła KO
Najbardziej szokujące są jednak tłumaczenia samego Artura Łąckiego. Polityk, zamiast uderzyć się w pierś, brnie w absurdalne wyjaśnienia.
– To jeden z ośrodków, które prowadzi moja żona (…). Jeśli ktoś mnie z tym wiąże, to tak, jestem powiązany od 40 lat z tą spółką, dlatego, że jestem mężem mojej żony – wypalił poseł, dodając, że dla niego „sprawa jest czysta”.
Ta arogancja i poczucie bezkarności są porażające. Dla polityka Koalicji Obywatelskiej fakt, że jego rodzina otrzymuje ogromne publiczne pieniądze, to najwidoczniej nic nadzwyczajnego. To nowa norma w „uśmiechniętej Polsce”.
Rząd przyznaje: „projekty cwaniackie”. Sprawą zajmie się prokuratura
Skandal jest tak wielki, że nawet przedstawiciele rządu musieli zareagować. Wiceminister funduszy Jan Szyszko, choć próbował bronić idei programu, przyznał, że w tym przypadku mamy do czynienia z projektami, które sprawiają wrażenie „dość cwaniackich”.
To delikatne określenie na sytuację, która wprost cuchnie nepotyzmem i konfliktem interesów. Nic dziwnego, że Prokuratura Regionalna w Warszawie nie czekała na oficjalne zawiadomienia i już podjęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie nieprawidłowości przy dotacjach z KPO.
Wygląda na to, że „czysta sprawa” posła Łąckiego będzie miała swój finał w prokuraturze. Pytanie, ile jeszcze takich „czystych spraw” wyjdzie na jaw w najbliższych miesiącach, pozostaje otwarte.
