Cenzura jak z Orwella wraca do Polski. Znamy szczegóły nowej ustawy obozu rządzącego

Większość sejmowa uchwaliła nowelizację przepisów pozwalających na administracyjne blokowanie treści w internecie pod pretekstem walki z dezinformacją i tzw. mową nienawiści. Działania te – podejmowane z pominięciem sądów na rzecz urzędniczych gremiów – budzą poważny sprzeciw ze względu na jawne naruszenie art. 54 polskiej Konstytucji, który wprost zakazuje cenzury prewencyjnej.

Eksperci i publicyści wskazują, że pospieszny tryb procedowania aktu wynika z rosnących obaw obozu rządzącego przed przegraną w nadchodzących wyborach. Ostateczna decyzja w sprawie powstrzymania mechanizmów kontroli sieci ponowne spocznie w rękach Prezydenta RP Karola Nawrockiego.


Skrót artykułu

  • Większość rządząca przegłosowała w Sejmie ustawę umożliwiającą pozasądowe blokowanie portali internetowych i kanałów w sieci.

  • Prof. Adam Wielomski ostrzega, że o tym, co jest „prawdą”, zdecydują upolitycznione gremia powoływane przez ministra cyfryzacji.

  • Ustawa przewiduje wysokie kary finansowe i natychmiastowe blokady, co w praktyce może doprowadzić do likwidacji mediów niezależnych.

  • Pierwszy projekt został zawetowany przez Prezydenta RP Karola Nawrockiego, który porównał proponowane metody do orwellowskiej cenzury.


Zamordyzm w sieci i złamanie Ustawy Zasadniczej

Uchwalona w czwartek przez Koalicję Obywatelską, Lewicę, PSL i Polskę 2050 ustawa wprowadza mechanizmy pozwalające na natychmiastowe usuwanie i blokowanie materiałów publikowanych w internecie. Choć w oficjalnym przekazie rządzącym chodzi o walkę z nielegalnymi treściami i dezinformacją, rozwiązania te w praktyce oznaczają wprowadzenie cenzury prewencyjnej, co stoi w bezpośredniej sprzeczności z zapisami Konstytucji RP.

Komentując decyzję parlamentu na kanale Biblioteka Wolności, prof. Adam Wielomski oraz redaktor Marek Skalski zwrócili uwagę na drastyczny charakter nowej regulacji. W ocenie politologa jest to realizacja zapowiadanej przez rządzących tak zwanej „demokracji walczącej”, w której monopol na przekaz informacyjny mają uzyskać wyłącznie zaprzyjaźnione z władzą media lewicowo-liberalne.

Polityczne gremium zastąpi niezawisłe sądy

Największe zastrzeżenia budzi fakt, że rozstrzyganie o tym, jakie informacje stanowią „prawdę”, a jakie „dezinformację”, zostało odebrane sądom i przekazane urzędnikom. Decyzje o blokadach portali czy kanałów ma podejmować gremium tworzone pod nadzorem ministra cyfryzacji według klucza ideologicznego.

Prof. Wielomski zaznaczył, że ocena rzetelności informacji – zwłaszcza w sprawach polityki międzynarodowej czy relacji z frontu na Ukrainie – bywa płynna i wieloaspektowa, a przyjmowanie bezkrytycznie jednej narracji uderza w rzetelność dziennikarską. Wskazał, że w pierwszej kolejności celem urzędniczych restrykcji będą media antyestablishmentowe, a następnie redakcje konserwatywne i prawicowe.

Ekonomiczny bicz na niezależne wydawnictwa

Mechanizm kar przewidziany w ustawie opiera się na natychmiastowej wykonalności decyzji administracyjnych. Oznacza to, że nakładane kary finansowe oraz blokady treści będą obowiązywać od razu, podczas gdy ewentualne postępowanie odwoławcze przed sądem potrwa całe lata.

Dla wielu niezależnych redakcji i mniejszych nadawców oznacza to bezpośrednie zagrożenie dla kontynuowania działalności. Widmo długoletnich procesów oraz utraty płynności finansowej wywoła efekt mrożący, zmuszając wydawców do samocenzury pod groźbą dotkliwych sankcji ze strony państwowych organów kontrolnych.

Druga próba rządu i decyzja w rękach Prezydenta RP

Próba wprowadzenia regulacji tego typu miała już miejsce na początku roku, kiedy nowelizacja unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) została zablokowana przez głowę państwa. Prezydent Karol Nawrocki, uzasadniając weto, wskazał wówczas na opresyjny charakter przepisów i porównał dążenia rządu do mechanizmów z powieści George’a Orwella.

Mimo jasnego stanowiska Belwederu rządzący postanowili powrócić do projektu. Przepisy wprowadzono pod obrady w trybie nagłym po wypowiedzi premiera Donalda Tuska. W głosowaniu ustawę poparło 242 posłów koalicji rządzącej, przeciw opowiedziała się m.in. Konfederacja oraz klub Rozwój Plus, natomiast posłowie Prawa i Sprawiedliwości w większości wstrzymali się od głosu. Losy ustawy i ochrony wolności słowa w Polsce po raz kolejny zależeć będą od ostatecznej decyzji Prezydenta RP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *