Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przeznaczyła ogromne środki na kampanię wizerunkową pod hasłem „Robimy, nie gadamy”. Z budżetu państwa na bilbordy, spoty i stronę internetową promującą dokonania rządu Donalda Tuska wypłynęło prawie 8 milionów złotych. Wydatki te spotkały się z ostrą krytyką opozycji i prawników.
Skrót artykułu
- Kancelaria Premiera wydała ponad 7,8 mln zł na kampanię „Robimy, nie gadamy”, promującą działania rządu.
- W całej Polsce stanęły 234 bilbordy (koszt ok. 1,2 mln zł), a w mediach emitowane są spoty reklamowe.
- Władza chwali się m.in. „babciowym”, odblokowaniem in vitro oraz rzekomą ochroną polskich granic.
- Mecenas Bartosz Lewandowski porównuje działania rządu do sprawy Funduszu Sprawiedliwości, sugerując, że może to być działanie na szkodę interesu publicznego.
Miliony na „propagandę sukcesu”
Kampanię oficjalnie zapowiedział w grudniu minister ds. Unii Europejskiej Adam Szłapka. Polityk tłumaczył, że rząd „czasem zbyt mało chwali się tym, co zrobił dla Polski”, dlatego zdecydowano się na uruchomienie akcji bilbordowej i medialnej.
Jak wynika z danych Centrum Informacyjnego Rządu, na które powołuje się portal Onet, Kancelaria Premiera wydała na ten cel łącznie ponad 7,8 mln zł. Środki te w całości pochodziły z budżetu KPRM.
Na specjalnie uruchomionej stronie internetowej robimyniegadamy.gov.pl rząd przekonuje, że „realizuje konkretne działania zamiast pustych obietnic”. Wśród wymienianych sukcesów znalazły się m.in.: zwiększenie nakładów na obronność, przywracanie połączeń kolejowych, odblokowanie in vitro, wypłata świadczenia „babciowe” oraz ochrona polskich granic.
Bilbordy, spoty i strona internetowa
Ujawniono szczegółowy podział części wydatków. Największe koszty generuje emisja reklam, jednak znane są też ceny poszczególnych elementów kampanii:
- 1 mln 229 tys. 508 zł kosztowało postawienie 234 bilbordów w całej Polsce;
- 585 tys. 24 zł wydano na produkcję spotów do telewizji, radia i internetu;
- 5220 zł kosztowało stworzenie strony internetowej.
Pozostała, znaczna część z kwoty 7,8 mln zł, została przeznaczona na wykupienie czasu antenowego w mediach na emisję przygotowanych materiałów.
Ostra krytyka i porównanie do Funduszu Sprawiedliwości
Wydatki na autopromocję rządu w dobie napiętej sytuacji budżetowej wywołały falę komentarzy. Przewodniczący klubu poselskiego Konfederacji Grzegorz Płaczek ocenił sprawę jednoznacznie. – Jeśli to nie jest sprzeniewierzanie pieniędzy podatników, to naprawdę nie wiem, co jeszcze miałoby nim być – stwierdził poseł.
Do sprawy odniósł się również mecenas Bartosz Lewandowski z instytutu Ordo Iuris, który wskazał na podwójne standardy w ocenianiu wydatków publicznych, nawiązując do działań obecnej prokuratury wobec poprzedniej władzy.
– Stosując koncepcję Prokuratury Krajowej w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, to przywłaszczenie „na rzecz innego podmiotu” w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez inny podmiot oraz korzyści osobistej w postaci korzyści politycznej. Do 25 lat pozbawienia wolności – napisał prawnik na platformie X.
