Uśmiechy do kamer, puste hasła o zgodzie i europejskich standardach. To fasada, za którą Platforma Obywatelska skrywa swoją prawdziwą twarz. A jest to twarz brutalnej walki o władzę, zdrady i upokorzenia. Nowa książka Kamila Dziubki „Kierownik” rzuca światło na to, jak naprawdę wygląda polityka w partii Donalda Tuska. Opisany w niej konflikt z Rafałem Trzaskowskim to opowieść o bezwzględności, w której lojalność jest niczym, a cel uświęca każde, nawet najbardziej brutalne środki.
Kiedy Donald Tusk wracał do polskiej polityki, jego zwolennicy mówili o „powrocie lidera”, który zjednoczy opozycję. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej mroczna. Ofiarą tego „jednoczenia” padł nie kto inny, jak Rafał Trzaskowski, którego marzenia o przywództwie zostały zmiażdżone w iście gangsterskim stylu.
Zdrada za plecami. Tak Tusk wrócił do gry
Wydawałoby się, że po dobrym wyniku w wyborach prezydenckich w 2020 roku to Rafał Trzaskowski jest naturalnym następcą na czele Platformy. On sam jednak, wspierając Borysa Budkę, grał na zwłokę. Nie spodziewał się, że za jego plecami rozgrywa się zupełnie inny scenariusz. Budka, który miał być gwarantem jego pozycji, okazał się jednym z głównych architektów powrotu Tuska.
Jak relacjonuje współpracownik prezydenta Warszawy, całe jego otoczenie było w szoku. „Byliśmy wkur***, że to zrobili za naszymi plecami. Uważaliśmy, że jesteśmy wobec nich lojalni”** – mówi. Liczono, że Budka „zachowa się honorowo”. Jakże naiwnie! W polityce spod znaku PO honor to towar deficytowy. Trzaskowski o całej operacji dowiedział się w ostatniej chwili, gdy było już za późno.
Zawodowy szuler kontra amatorzy. „Spuścili go w kiblu”
Ambicje Trzaskowskiego i jego otoczenia zostały brutalnie zweryfikowane przez politycznych wyjadaczy. Jeden z polityków Koalicji Obywatelskiej bez ogródek opisuje próbę buntu jako starcie amatorów z zawodowcem. Trzaskowski, knujący ze Sławomirem Nitrasem, przypominał kogoś, kto „chciał grać z zawodowym szulerem, a w życiu nawet karty w ręku nie miał”.
Efekt był do przewidzenia. Lojalność, którą Trzaskowski okazywał „budkowej” Platformie, okazała się nic niewarta. Jak dosadnie ocenia jeden z jego kolegów z partii: „A jak przyszło co do czego, to go spuścili w kiblu”. To wulgarny, ale niezwykle trafny opis tego, jak potraktowano polityka, który jeszcze niedawno był największą nadzieją partii.
Ostateczne upokorzenie: „Rafał dostał taki wpier***”
Prawdziwy finał tej politycznej dramy rozegrał się jednak za zamkniętymi drzwiami, podczas obiadu prezydium zarządu partii. To tam Rafał Trzaskowski podjął ostatnią, desperacką próbę walki o władzę, domagając się wewnętrznych wyborów. Reakcja partyjnych baronów była natychmiastowa i bezlitosna.
„Rafał dostał tam taki wpier*, że do dziś to pamięta. Prawie wszyscy na niego wsiedli, łącznie z Kopaczową. Przyjmował ciosy z każdej strony”** – wspomina jeden z czołowych polityków PO.
Wizja „bezkrwawego” przejęcia władzy przez Tuska była ważniejsza niż jakiekolwiek zasady. Trzaskowski, osamotniony i publicznie skarcony, musiał skapitulować. Został zmuszony do ustąpienia, a jego ambicje zostały na lata pogrzebane.
Książka Dziubki to ważny dokument, który pokazuje, że pod lukrowaną powierzchnią Platforma Obywatelska to wciąż partia, w której panuje prawo dżungli. To nie jest partia demokratycznych sporów, ale bezwzględnej walki o wpływy. Czy ugrupowanie, które w taki sposób traktuje własnych liderów, może być wiarygodne w rządzeniu Polską? Odpowiedź nasuwa się sama.
