Szef Ministerstwa Obrony Narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz, odniósł się do doniesień portalu Onet dotyczących odnalezienia na śmietniku tajnych dokumentów wojskowych. Sprawą zajmuje się już Żandarmeria Wojskowa, a minister nie wyklucza, że całe zdarzenie może być prowokacją, potencjalnie inspirowaną z zewnątrz.
Skrót artykułu
- Odnalezienie dokumentów: Portal Onet poinformował o wejściu w posiadanie dokumentów wojskowych, które miały zostać znalezione na wysypisku śmieci. Wśród nich znajdowały się m.in. mapy składów wojskowych i plany ewakuacji materiałów wybuchowych.
- Reakcja szefa MON: Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, że sprawa jest badana przez Żandarmerię Wojskową. Stwierdził, że wstępna kontrola nie wykazała ubytków, co może wskazywać na prowokację.
- Opinia eksperta: Były dowódca Eurokorpusu, gen. Jarosław Gromadziński, określił sytuację jako „bombę atomową” i „skandal”, wskazując na głęboki nieporządek w procedurach wojskowych.
- Działania służb: Żandarmeria Wojskowa oficjalnie wszczęła dochodzenie w sprawie pod nadzorem prokuratury. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.
Poważna sprawa i groźba prowokacji
Wicepremier i Minister Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z RMF FM podkreślił, że traktuje sprawę z najwyższą powagą. Potwierdził, że natychmiast po otrzymaniu informacji podjęto odpowiednie kroki.
– Podjęliśmy działania. Żandarmeria wojskowa prowadzi postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Kwerenda w tej jednostce na razie nie wskazuje na ubytek dokumentów, ale może to być prowokacja – powiedział szef MON. Pytany o możliwość rosyjskiej inspiracji, odpowiedział, że „wszystko trzeba rozważyć”.
Minister zapowiedział jednocześnie stanowcze kroki wobec osób, które mogły dopuścić się zaniedbań. – Jeżeli ktokolwiek by się dopuścił złamania ustawy o ochronie informacji niejawnej – to jest sprawa karna. Jeśli ktokolwiek by się tego dopuścił, to poniesie stanowcze konsekwencje – zapewnił.
Generał alarmuje: „To jest bomba atomowa”
Zgodnie z informacjami Onetu, dokumenty, które trafiły do redakcji, zawierają m.in. mapy składów amunicji, plany ewakuacji na wypadek wojny, dane osobowe pracowników jednostek oraz opisy techniczne magazynów. Redakcja twierdzi, że „co najmniej duża część znajdujących się u nas dokumentów to oryginały”, opatrzone pieczęciami i podpisami oficerów.
O analizę części materiałów poproszono gen. Jarosława Gromadzińskiego, byłego dowódcę Eurokorpusu. Jego ocena jest jednoznaczna i alarmująca. – To jest bomba atomowa. To jest skandal. To pokazuje, jaki bałagan jest w armii. Przecież państwo macie u siebie zastrzeżone dokumenty z 2023 r., które zgodnie z Ustawą o ochronie informacji niejawnych powinny być przechowywane w zamknięciu w wojskowej kancelarii przez pięć lat! – skomentował generał.
Żandarmeria Wojskowa wszczyna dochodzenie
Sprawą oficjalnie zajęły się odpowiednie służby. W komunikacie Żandarmerii Wojskowej poinformowano o podjęciu konkretnych działań prawnych.
„Wydział ŻW w Białymstoku 8.10. br. wszczął, pod nadzorem Działu ds. Wojskowych Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ, dochodzenie o czyn z art. 266 kk. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów w przedmiotowej sprawie. Trwa realizacja zaplanowanych czynności procesowych” – czytamy w oświadczeniu. Żandarmeria Wojskowa poinformowała o wszczęciu dochodzenia, co potwierdza, że sprawa jest traktowana priorytetowo.
