Polska formalnie wycofała się z konwencji ottawskiej zakazującej stosowania min przeciwpiechotnych. Decyzję tę uzasadniono koniecznością wzmocnienia obrony wschodniej granicy w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Kreml zareagował ostrym oświadczeniem – rzeczniczka MSZ Marija Zacharowa ostrzegła przed „efektem domina” i dalszą eskalacją napięć w Europie. Dla Polski krok ten oznacza powrót do pełnej suwerenności w zakresie obronności i przygotowanie do najgorszych scenariuszy na wschodniej flance NATO.
Skrót artykułu:
- Polska formalnie wycofała się z konwencji ottawskiej – decyzja ogłoszona 20 lutego.
- Wiceminister Paweł Zalewski zapowiedział uruchomienie krajowej produkcji min przeciwpiechotnych i przeciwpancernych.
- Premier Donald Tusk: Polska będzie zdolna do zaminowania wschodniej granicy w 48 godzin.
- Rosja grozi „efektem domina” i oskarża UE o chęć zarobku na sprzedaży min.
Decyzja o wycofaniu się z konwencji ottawskiej została podjęta w odpowiedzi na rosnące zagrożenie ze strony Rosji i Białorusi. Wiceminister obrony Paweł Zalewski podkreślił, że miny przeciwpiechotne i przeciwpancerne stanowią kluczowy element systemu obronnego budowanego w ramach programu Tarcza Wschód.
Premier Donald Tusk, obserwując prezentację nowoczesnych systemów antydronowych, zapowiedział, że Polska osiągnie zdolność do pełnego zaminowania wschodniej granicy w ciągu zaledwie 48 godzin. To element strategii odstraszania, której celem jest uniemożliwienie szybkiego wtargnięcia sił wroga na terytorium RP.
Reakcja Kremla – groźby i hipokryzja
Odpowiedź Moskwy była natychmiastowa i przewidywalna. Rzeczniczka MSZ Marija Zacharowa oświadczyła, że decyzja Polski może wywołać „efekt domina”, a inne kraje pójdą jej śladem. Oskarżyła również państwa UE o chęć czerpania zysków z rosnącego popytu na miny przeciwpiechotne.
Rosyjskie ostrzeżenia brzmią szczególnie cynicznie w kontekście faktu, że Rosja nigdy nie była stroną konwencji ottawskiej i masowo stosuje miny przeciwpiechotne na Ukrainie, powodując tysiące ofiar wśród cywilów. Kreml, który sam jest największym użytkownikiem tego typu broni, próbuje teraz przedstawiać Polskę jako winowajcę eskalacji.
Konwencja ottawska a realia wojny hybrydowej
Konwencja ottawska, przyjęta w 1997 roku, zakazuje produkcji, składowania i stosowania min przeciwpiechotnych ze względu na długotrwałe zagrożenie dla ludności cywilnej. Polska ratyfikowała traktat w 2012 roku i do 2016 roku pozbyła się wszystkich zapasów tego typu uzbrojenia.
Obecna decyzja o wycofaniu się z konwencji wynika z zmiany sytuacji bezpieczeństwa – Polska znajduje się na pierwszej linii frontu w konflikcie z agresywną Rosją i jej satelitą Białorusią. Miny przeciwpiechotne, stosowane w sposób kontrolowany i oznaczony, mogą stanowić skuteczne narzędzie obrony przed desantem czy infiltracją.
Polska nie jest pierwszym państwem, które w obliczu realnego zagrożenia rewiduje swoje zobowiązania. Wcześniej podobne kroki rozważały m.in. Finlandia i kraje bałtyckie. Decyzja Warszawy to wyraz odpowiedzialności za bezpieczeństwo własnych obywateli i sygnał dla NATO, że Polska nie będzie czekać biernie na rozwój wydarzeń.
Polska suwerenność ponad ideologię
Wycofanie się z konwencji ottawskiej to kolejny krok w kierunku pełnej suwerenności Polski w dziedzinie obronności. Rząd Donalda Tuska, mimo wcześniejszych deklaracji proeuropejskich, pokazuje, że w kwestiach bezpieczeństwa narodowego nie zamierza ulegać ideologicznym ograniczeniom narzuconym w czasach pokoju.
„Konsekwencje takich działań nie będą długo czekać” – grozi Kreml. Dla Polski konsekwencją bierności mogłaby być utrata kontroli nad granicą i otwarcie drogi dla rosyjskiej agresji. Decyzja o powrocie do możliwości stosowania min to wyraz realizmu – w obliczu wojny u granic, ideologiczne ograniczenia z lat 90. tracą rację bytu.
