Koalicja 15 października przeżywa najpoważniejszy kryzys wewnętrzny od momentu powstania. Polska 2050, jeden z filarów rządowej większości, rozpadła się na dwie części – przegrana w wyborach na szefową partii Paulina Hennig-Kloska zabrała ze sobą 15 posłów i 3 senatorów, tworząc nowy klub parlamentarny Centrum. Ugrupowanie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz utrzymuje klub z minimalną liczbą 15 posłów, co oznacza, że odejście choćby jednego kolejnego parlamentarzysty pozbawi partię klubowego statusu w Sejmie. Sytuacja ta odsłania głęboką dysfunkcję koalicji rządzącej i rodzi pytania o przyszłość rządu Donalda Tuska.
Skrót artykułu:
- Paulina Hennig-Kloska opuściła Polskę 2050 z 15 posłami i 3 senatorami, tworząc klub Centrum.
- Polska 2050 utrzymuje klub parlamentarny z minimalną wymaganą liczbą 15 posłów.
- Nowa szefowa partii oskarża odchodzących o „dezercję” i nieprzyjęcie wyniku demokratycznych wyborów.
- Pełczyńska-Nałęcz publicznie wskazuje, że jej ugrupowanie wciąż nie otrzymało obiecanego stanowiska wicepremiera.
Skala rozłamu jest bezprecedensowa w historii koalicji 15 października. Hennig-Kloska, która przegrała wewnątrzpartyjne wybory na przewodniczącą z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, zdecydowała się na radykalny krok i zabrała ze sobą niemal połowę parlamentarzystów ugrupowania. Wśród odchodzących znaleźli się m.in. Ryszard Petru, Mirosław Suchoń, Aleksandra Leo czy Barbara Oliwiecka.
Exodus nie ograniczył się do zwolenników Hennig-Kloski. Wcześniej z partii odszedł były lider i europoseł Michał Kobosko, a także wiceszef MON Paweł Zalewski, który wprost stwierdził, że „Polska 2050 odeszła od wartości głoszonych w Trzeciej Drodze”. Swoje stanowisko opuściła również była wiceminister spraw zagranicznych Anna Radwan-Röhrenschef. Każde kolejne odejście pogłębia obraz partii, która straciła zdolność do utrzymania wewnętrznej spójności.
„Nie zdali egzaminu z demokracji”
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podczas środowej konferencji w Sejmie nie kryła rozczarowania postawą odchodzących. Nowa przewodnicząca określiła ich działania mianem dezercji. „Największy egzamin z demokracji to zaakceptowanie wyboru demokratycznej większości. Niestety część naszych posłanek i posłów nie zdała tego egzaminu” – stwierdziła szefowa ugrupowania.
U źródeł konfliktu leżał spór o kontrolę nad klubem parlamentarnym. Frakcja Hennig-Kloski, dysponująca większością w klubie, dążyła do odwołania szefa klubu Pawła Śliza i jego zastępcy Bartosza Romowicza, oskarżanych o manipulacje. Jednak sobotnia uchwała Rady Krajowej, określona przez buntowników jako „kagańcowa”, zablokowała wszelkie zmiany personalne do czasu Zjazdu Krajowego zaplanowanego na 21 marca. To właśnie ta decyzja przesądziła o ostatecznym rozłamie.
Obietnice bez pokrycia i dominacja KO
Pełczyńska-Nałęcz wykorzystała konferencję do publicznego rozliczenia koalicjantów z niespełnionych zobowiązań. Szefowa Polski 2050 przypomniała, że wszyscy partnerzy rządowi zobowiązali się do przyznania stanowiska wicepremiera każdemu z czterech ugrupowań koalicyjnych. „Dzisiaj jest: pan premier, trzech panów wicepremierów, a jedna szefowa partii, kobieta, ciągle tego stanowiska nie ma” – punktowała, wskazując na dominację Koalicji Obywatelskiej.
Zapytana o przyszłość wiceministrów rekomendowanych przez Polskę 2050, Pełczyńska-Nałęcz odpowiedziała z goryczą: „W praktyce ich przyszłość zależy dzisiaj od Koalicji Obywatelskiej. To są po prostu realia”. Jednocześnie zapowiedziała wycofanie rekomendacji dla wszystkich polityków, którzy opuścili szeregi partii, w tym dla wiceszefa MON Pawła Zalewskiego.
Na krawędzi utraty klubu
Polska 2050 po rozłamie funkcjonuje z dokładnie 15 posłami – jest to absolutne minimum wymagane do utrzymania statusu klubu parlamentarnego. Odejście choćby jednego kolejnego parlamentarzysty oznaczałoby degradację do koła poselskiego, co drastycznie osłabiłoby pozycję negocjacyjną ugrupowania w koalicji.
Pełczyńska-Nałęcz zapewnia, że sytuacja jest stabilna, a 90 procent członków w regionach pozostaje lojalne. „Spokojna to mało powiedziane – po prostu tak jest” – zadeklarowała. Jednak realia polityczne pokazują, że partia, która jeszcze niedawno aspirowała do roli centrowego filaru koalicji, znalazła się na marginesie, uzależniona od dobrej woli Platformy Obywatelskiej nawet w kwestii obsady własnych stanowisk rządowych.
Koalicja 15 października w kryzysie
Rozpad Polski 2050 to najpoważniejszy sygnał ostrzegawczy dla stabilności rządu Donalda Tuska. Nowy klub Centrum Hennig-Kloski deklaruje wprawdzie pozostanie w szerokiej opozycji wobec PiS, jednak jego powstanie zmienia arytmetykę sejmową i komplikuje proces legislacyjny. Koalicja rządząca, która od początku zmagała się z wewnętrznymi napięciami, traci kolejny element spoistości.
Dla obserwatorów sceny politycznej rozłam ten potwierdza tezę, że koalicja 15 października była od początku sojuszem zawiązywanym wyłącznie w celu zdobycia władzy, a nie realizacji spójnego programu. Słowa samej Pełczyńskiej-Nałęcz o niespełnionych obietnicach i dominacji jednego partnera stanowią najlepszy komentarz do kondycji obozu rządzącego.
