Sąd Apelacyjny w Rzeszowie wydał prawomocny wyrok, który może fundamentalnie zmienić zasady funkcjonowania polskich szkół i relacji na linii nauczyciel-uczeń. Sędziowie uznali, że szkoła ma obowiązek zwracać się do ucznia imieniem przez niego preferowanym, nawet jeśli jest ono niezgodne z danymi zawartymi w oficjalnej dokumentacji i akcie urodzenia. Orzeczenie to otwiera drogę do narzucania nauczycielom określonej ideologii i podważa dotychczasową wagę dokumentów urzędowych w procesie edukacyjnym.
Skrót artykułu:
- Sąd orzekł, że szkoła musi używać żeńskiego imienia wobec ucznia, mimo że w jego dokumentach figurują dane męskie.
- Placówkę oskarżono o tzw. „misgenderowanie” i nakazano publiczne przeprosiny za rzekome naruszenie godności.
- Według sądu, brak prawomocnej zmiany płci w dokumentach nie zwalnia nauczycieli z obowiązku ulegania woli dziecka.
- Wyrok ten może stać się niebezpiecznym precedensem, zmuszającym dyrektorów do ignorowania faktów biologicznych i prawnych.
Sprawa, która znalazła finał w rzeszowskim sądzie 18 grudnia 2025 r., dotyczyła ucznia szkoły średniej w trakcie procesu tzw. tranzycji. Chłopiec domagał się, by nauczyciele zwracali się do niego żeńskim imieniem „Wiktoria”. Dyrekcja szkoły odmówiła, argumentując swoje stanowisko w sposób racjonalny: dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok sądu o uzgodnieniu płci, wiążące są dane metrykalne zawarte w dzienniku i arkuszach ocen.
Sąd Apelacyjny odrzucił jednak tę argumentację. W uzasadnieniu stwierdzono, że w polskim systemie prawnym nie istnieje przepis, który nakazywałby nauczycielom posługiwanie się wyłącznie imieniem urzędowym. Sąd uznał, że odmowa używania preferowanego imienia jest formą „uporczywego misgenderowania”, co rzekomo narusza godność człowieka gwarantowaną przez Konstytucję RP.
Szkoła ukarana za przestrzeganie procedur
Konsekwencje wyroku są dla placówki dotkliwe. Mimo że dyrekcja działała w oparciu o dotychczasową praktykę i oficjalne rejestry państwowe, została zobowiązana do złożenia publicznych przeprosin oraz pokrycia kosztów procesu. Sąd stanął na stanowisku, że nie istnieje żadne „dobro prawne”, które uzasadniałoby prymat dokumentu nad życzeniem ucznia.
Orzeczenie to stawia dyrektorów szkół w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony są oni odpowiedzialni za rzetelność dokumentacji przebiegu nauczania, z drugiej – pod groźbą procesów sądowych – mają zostać zmuszeni do stosowania nomenklatury niezgodnej ze stanem prawnym. W praktyce oznacza to, że szkoła traci rolę instytucji opierającej się na obiektywnych faktach, a staje się zakładnikiem subiektywnych odczuć młodzieży.
Zagrożenie dla porządku edukacyjnego
Choć formalnie wyrok dotyczy jednej konkretnej sprawy, eksperci ostrzegają, że jego skutki będą odczuwalne w całym kraju. Skład sędziowski przygotował obszerne uzasadnienie, które de facto wyznacza nowy, rewolucyjny standard postępowania. Nauczyciele mogą zostać zmuszeni do ulegania każdorazowym żądaniom uczniów, co może prowadzić do chaosu w komunikacji i podważenia autorytetu kadry pedagogicznej.
Zastosowanie przez sąd pojęcia „misgenderowania” wskazuje na przenikanie do polskiego orzecznictwa terminologii charakterystycznej dla zachodnich ruchów ideologicznych. Dyrektorzy nie będą już mogli zasłaniać się brakiem odpowiednich regulacji ustawowych – rzeszowski sąd jasno wskazał, że wola ucznia ma stać ponad urzędowym potwierdzeniem tożsamości. Rodzi to obawy o dalszą erozję tradycyjnych wartości w polskim szkolnictwie oraz sprowadzenie roli nauczyciela do wykonawcy życzeń wychowanków.
