Zalew produktów z Ukrainy bez kontroli? Wyniki inspekcji mrożą krew w żyłach

Polskie sklepy zalewane są produktami spożywczymi z Ukrainy. Miały być egzotyczną nowością, a okazują się tykającą bombą. Najnowszy raport Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) nie pozostawia złudzeń. Skala nieprawidłowości jest porażająca i każe postawić pytanie: czy ktoś w ogóle panuje nad tym, co trafia na nasze stoły?

Od słodyczy, przez przetwory mięsne i rybne, aż po napoje – ukraińska żywność stała się stałym elementem oferty wielu polskich sklepów. Konsumenci, zachęcani nowymi smakami i często niższą ceną, chętnie sięgają po te produkty. Jednak za kolorową etykietą, często nawet nieprzetłumaczoną na język polski, kryje się mroczna prawda. Prawda o lekceważeniu polskich i unijnych norm, a co za tym idzie – o zagrożeniu dla zdrowia polskich konsumentów.

Szokujące dane IJHARS. Bezkarność w 80% sklepów?

Inspektorzy IJHARS wzięli pod lupę żywność importowaną z Ukrainy. Wyniki kontroli, przeprowadzonej w 52 sklepach stacjonarnych i internetowych, są druzgocące. Aż w 41 z nich, czyli w niemal 80% placówek, stwierdzono poważne uchybienia! To nie są drobne pomyłki, ale systemowe zaniedbania.

Najczęściej powtarzające się problemy to:

  • Całkowity brak oznakowania w języku polskim, co uniemożliwia konsumentowi świadomy wybór.
  • Niepełny wykaz składników, przez co nie wiemy, co tak naprawdę jemy.
  • Brak kluczowych informacji o alergenach, co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia alergików.
  • Błędne daty minimalnej trwałości, co naraża klientów na zakup przeterminowanej żywności.

Czy tak ma wyglądać uczciwa konkurencja dla polskich rolników i producentów, którzy muszą spełniać rygorystyczne normy?

Od słodyczy po mięso. Co ukrywają etykiety?

Analiza poszczególnych kategorii produktów tylko pogłębia niepokój. Okazuje się, że nie ma praktycznie grupy towarów, która byłaby wolna od wad.

  • Wyroby cukiernicze: Tutaj jest najgorzej. Aż 71,2% skontrolowanych partii było niezgodnych z przepisami! Brak polskich etykiet i niepełny skład to norma.
  • Przetwory rybne: Skandaliczne 77,8% partii z nieprawidłowościami. Konsument nie dowie się, jaką metodą i gdzie złowiono rybę, którą ma na talerzu.
  • Przetwory mięsne: Ponad połowa (58,8%) partii z zastrzeżeniami. W jednym z produktów producent nawet „zapomniał” poinformować o obecności mięsa oddzielonego mechanicznie (MOM), co jest jawnym oszustwem.

Nawet napoje bezalkoholowe (64% nieprawidłowości) czy piwo (31,6%) nie spełniają podstawowych wymogów informacyjnych. Etykiety są nieczytelne, nazwy produktów mylące, a składy niepełne.

Symboliczne kary i pytania bez odpowiedzi

Jaka jest reakcja państwa na tak jawne łamanie prawa? Można odnieść wrażenie, że jest ona szokująco łagodna. Do tej pory nałożono zaledwie 9 mandatów na łączną, śmiesznie niską kwotę 2450 złotych. Wszczęto co prawda postępowania administracyjne i wydano decyzje zakazujące wprowadzenia niektórych partii do obrotu, ale czy to wystarczy, by zatrzymać tę falę?

W sytuacji, gdy polscy producenci są kontrolowani na każdym kroku i karani za najdrobniejsze uchybienia, importowane produkty wydają się być traktowane z zadziwiającą pobłażliwością.

Raport IJHARS to czerwona kartka dla wszystkich odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywnościowe Polski. Czas skończyć z taryfą ulgową. Polscy konsumenci mają prawo wiedzieć, co kupują, a polscy rolnicy i producenci zasługują na ochronę przed nieuczciwą konkurencją zza wschodniej granicy. Pytanie brzmi: czy rządzący wreszcie podejmą zdecydowane działania, zanim będzie za późno?

Marek Jakubiak fot. screen Polsat News

Jakubiak o reakcji Tuska: „Puszczono bąka, a oni w to weszli”. Poseł punktuje hipokryzję Platformy

Skandaliczne słowa o prezydencie Nawrockim. Gretkowska: „qwy z tajlandzkiego hotelu”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *