Miały być „niezniszczalne”. Zachodnie czołgi zweryfikowane w ukraińskim błocie

Wojna na Ukrainie to najbrutalniejszy weryfikator wojskowej techniki. Mity i legendy z folderów reklamowych zderzają się tam z bezlitosną rzeczywistością. Najnowszy przykład to brytyjski czołg Challenger 2, który miał być pancerną dumą Zachodu. Okazuje się jednak, że ten potężny kolos został pokonany nie przez rosyjskie rakiety, a przez… ukraińskie błoto. To ważna lekcja, zwłaszcza dla Polski, która buduje swoją pancerną potęgę.

Przez lata Challenger 2 cieszył się opinią jednego z najwytrzymalszych czołgów na świecie. Jego wielowarstwowy pancerz Chobham/Dorchester miał być gwarancją przetrwania na polu bitwy. Gdy Londyn zdecydował się przekazać 14 tych maszyn Ukrainie, wielu spodziewało się, że będą one postrachem dla Rosjan. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

Legenda kontra Rzeczywistość. Pancerz to nie wszystko

Jak wskazuje emerytowany podpułkownik brytyjskiej armii, Stuart Crawford, na łamach UK Defence Journal, czołg Challenger 2 okazał się konstrukcją zupełnie nieprzystosowaną do realiów frontu wschodniego. Owszem, pancerz i potężna, gwintowana armata kalibru 120 mm zapewniają załodze bezpieczeństwo i siłę ognia. Ale co z tego, skoro czołg nie jest w stanie dotrzeć na pole bitwy?

Wszystko przez jego gigantyczną masę – ponad 60 ton. To właśnie ona sprawia, że brytyjska duma narodowa grzęźnie w miękkim, błotnistym terenie ukraińskich stepów.

„Ukraińskie załogi zgłaszają, że masa czołgu może spowodować, że ugrzęźnie on w miękkim gruncie” – bezlitośnie punktuje Crawford. W praktyce oznacza to, że w kluczowych momentach ofensywy te potężne maszyny stają się bezużytecznymi, nieruchomymi celami.

„Potrzebna jest masa”. Czy Brytyjczycy wyciągną wnioski?

Problemem jest nie tylko konstrukcja, ale i skala. Wielka Brytania wysłała na Ukrainę zaledwie 14 tych maszyn. Biorąc pod uwagę straty, w służbie może pozostawać już tylko połowa z nich. To kropla w morzu potrzeb wojny na pełną skalę.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że Londyn zdaje się nie wyciągać wniosków z tej bolesnej lekcji. Planując przyszłość swoich sił pancernych, Brytyjczycy zamierzają zamówić zaledwie 148 zmodernizowanych czołgów Challenger 3. Stuart Crawford nie ma złudzeń, co to oznacza.

„To zdecydowanie za mała liczba. Jeśli z Ukrainy wypłynęła jakaś lekcja, to taka, że potrzebna jest masa, dużo rzeczy, jeśli wolisz, a zamówienie na Challengery 3 nie pasuje do rzeczywistości nowoczesnej wojny pancernej” – podsumowuje wojskowy.

Dla Polski, która stoi na pierwszej linii potencjalnego konfliktu z Rosją, to niezwykle cenna lekcja. Pokazuje, że słusznie postawiliśmy na sprawdzone w boju, mobilne i produkowane w dużej liczbie konstrukcje, takie jak amerykańskie Abramsy i koreańskie K2. W przeciwieństwie do niektórych zachodnich sojuszników, Polska odrabia lekcję z ukraińskiej wojny i buduje prawdziwą, a nie papierową potęgę lądową. Bo na współczesnym polu bitwy nie liczą się legendy, ale twarde fakty: mobilność, siła ognia i liczebność.

Absurdalne ostrzeżenia rosyjskiej propagandy. Piszą o „prowokacjach Polski i Ukrainy”

Nielegalni imigranci. Zdjęcie ilustracyjne fot. Rawpixel.com

Kolejny kraj zmienia kurs. Błyskawiczna deportacja nielegalnych imigrantów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *