Niemcy w paraliżu. Gigantyczny strajk transportu i miliardowe żądania związkowców

W poniedziałek od wczesnych godzin rannych niemal całe Niemcy zmagają się z gigantycznym paraliżem komunikacyjnym wywołanym przez ogólnokrajowy strajk ostrzegawczy sektora transportu publicznego. Związek zawodowy Verdi, domagając się radykalnych podwyżek płac i skrócenia czasu pracy, doprowadził do wstrzymania ruchu pociągów, autobusów oraz tramwajów w 150 miastach. Protest, odbywający się w trudnych warunkach pogodowych, generuje ogromne straty ekonomiczne i stawia pod znakiem zapytania stabilność niemieckiej infrastruktury.


Skrót artykułu:

  • Strajk objął 15 z 16 krajów związkowych, paraliżując transport w 150 niemieckich miastach.
  • Związkowcy domagają się 12-procentowych podwyżek dla 100 tysięcy pracowników oraz dodatkowych przywilejów socjalnych.
  • Eksperci szacują straty gospodarcze na poziomie od 100 do 200 milionów euro dziennie.
  • Pasażerowie mogą mieć trudności z uzyskaniem odszkodowań, gdyż strajk traktowany jest jako siła wyższa.

Protest rozpoczął się w poniedziałek o godzinie 3.30 rano i zgodnie z zapowiedziami ma potrwać pełną dobę. Akcja protestacyjna, zorganizowana przez potężny związek zawodowy Verdi, objęła niemal cały kraj – wyjątkiem jest jedynie Dolna Saksonia. W pozostałych 15 landach autobusy, tramwaje oraz metro 150 lokalnych przedsiębiorstw nie wyjechały z zajezdni, co zmusiło miliony obywateli do szukania alternatywnych sposobów dotarcia do pracy i szkół.

Związkowcy prezentują twarde stanowisko w negocjacjach płacowych. Domagają się wzrostu wynagrodzeń o 12 procent dla blisko 100 tysięcy pracowników. Na liście postulatów, oprócz wyższych pensji, znalazło się także skrócenie tygodniowego czasu pracy, wydłużenie okresów odpoczynku oraz znaczące podniesienie dodatków za pracę w systemie nocnym i weekendowym.

Finansowe obciążenie dla budżetu i gospodarki

Skala roszczeń budzi niepokój po stronie operatorów i ekonomistów. Dziennik „Bild” przypomina, że poprzednie porozumienie z berlińskim operatorem BGV kosztowało budżet 140 mln euro rocznie. Obecne żądania Verdi oznaczają konieczność znalezienia kolejnych 150 milionów euro.

Sytuację pogarszają trudne warunki atmosferyczne. Oblodzone drogi w połączeniu z brakiem transportu publicznego stworzyły „diaboliczną kombinację”, która uderza bezpośrednio w produktywność państwa. Profesor Veronika Grimm z Uniwersytetu Technicznego w Norymberdze wskazuje, że nawet jednodniowy strajk pociąga za sobą znaczne koszty ekonomiczne, wynikające z opóźnień i wstrzymania działalności przez wiele firm. Według prof. Clemensa Fuesta, straty dla gospodarki mogą wynosić od 100 do 200 milionów euro za każdy dzień protestu.

Czy pasażerom przysługują odszkodowania?

Obywatele dotknięci paraliżem nie mogą liczyć na łatwe odzyskanie pieniędzy za niewykorzystane bilety. Prawnicy specjalizujący się w prawie konsumenckim wskazują na zasadę „brak świadczenia bez świadczenia wzajemnego”, jednak w przypadku strajków sytuacja prawna jest skomplikowana. Firmy transportowe często powołują się na siłę wyższą, za którą nie ponoszą odpowiedzialności.

Jak wyjaśnia prawnik Arndt Kempgens, w przypadku krótkich strajków zwrot kosztów zazwyczaj nie przysługuje. Sytuacja wygląda nieco inaczej przy dłuższych protestach, gdzie regulaminy przewoźników mogą przewidywać specjalne rekompensaty. Obecnie posiadacze tzw. Biletu Niemieckiego mogą liczyć na 1,50 euro odszkodowania jedynie w przypadku opóźnień przekraczających 60 minut, o ile łączna kwota roszczeń przekroczy próg czterech euro. W obliczu ogólnokrajowego strajku, większość pasażerów pozostanie jednak bez realnego zadośćuczynienia za poniesione utrudnienia.

Jarosław Kaczyński w szpitalu. Nowe informacje o stanie zdrowia lidera opozycji

Rafał Trzaskowski w tarapatach?! PKW żąda wyjaśnień ws. finansowania kampanii wyborczej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *